Rzadko kiedy gospodarcze spory między supermocarstwami przyciągają uwagę całego świata w takim stopniu, jak ma to miejsce w przypadku obecnego konfliktu handlowego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Jak się bowiem okazuje, działania i kontrreakcje na polu taryf celnych nie tylko powodują turbulencje na rynkach finansowych, ale także przekształcają się w szersze dyplomatyczne napięcia o potencjalnie dalekosiężnych konsekwencjach.
W samym epicentrum tego globalnego dramatu stoi prezydent Chin Xi Jinping, który nie ogranicza swojej aktywności jedynie do reagowania na posunięcia Stanów Zjednoczonych. W spotkaniu z premierem Hiszpanii, Xi otwarcie zaprosił Unię Europejską do współpracy w walce z tym, co określił jako „znęcanie się”, jawnie krytykując politykę celną administracji amerykańskiej. Ta wyraźna próba zbudowania koalicji przeciwko polityce USA, według analityków, ma potencjał by znacznie skomplikować międzynarodowy układ handlowy oraz dyplomatyczny.
Jak wskazuje prof. Liu Chang z Uniwersytetu Pekińskiego, „Chiny próbują zabezpieczyć swoje interesy na wiele frontów, zacieśniając relacje z innymi kluczowymi graczami na scenie międzynarodowej”. Działania te mogą być postrzegane zarówno jako próba wzmocnienia własnej pozycji negocjacyjnej, jak i ostrzeżenie o gotowości do długotrwałej konfrontacji gospodarczej. Xi Jinping, podkreślając brak zwycięzców w wojnie taryfowej, zdaje się sugerować gotowość do konsultacji i negocjacji pod warunkiem, że będą one oparte na wzajemnym szacunku.
Zwiększenie taryf celnych przez Chiny do poziomu 125% na amerykańskie produkty jest kolejnym dowodem na determinację Pekinu do odwetu za działania administracji Trumpa. Nihil novi, jak twierdzą ekonomiści — w historii współczesnych międzynarodowych relacji gospodarczych podobne sytuacje miały miejsce już wielokrotnie, lecz skala i zaangażowanie tak dużych gospodarek nigdy nie były aż tak intensywne jak obecnie.
Z perspektywy europejskiej istnieje duża niepewność co do przyszłości stosunków handlowych. Europa, będąc jednym z kluczowych rynków globalnych, staje się strategicznym polem gry dla obu supermocarstw. Z kolei reakcja unijna na inicjatywy Chin może mieć znaczący wpływ na jej własną gospodarkę oraz na globalny porządek handlowy.
Zaniepokojenie tymczasem rośnie na rynkach finansowych. Analitycy ostrzegają, że dalsza eskalacja napięć handlowych między USA a Chinami może wywołać poważne zawirowania gospodarcze. „Nikt nie jest pewien, gdzie skończy się ta wojna taryfowa, ale jedno jest pewne — nikt na niej nie zyska”, ostrzega dr Markus Eder z Monachijskiego Instytutu Ekonomii.
Na tle tej giełdowej huśtawki najważniejszym pytaniem pozostaje jednak, w jakim kierunku rozwinie się teraz globalna współpraca handlowa. Czy świat znajdzie sposób na pogodzenie interesów gospodarczych w czasach coraz bardziej introspektywnych polityk narodowych, czy też będziemy świadkami przedłużającej się ery niezrażania się taryfami celnymi i izolacjonizmu?
Na koniec, rozważając obecne wydarzenia, warto zadać pytanie, czy wielostronne fora i organizacje międzynarodowe, takie jak Światowa Organizacja Handlu, są wystarczająco sprawne i elastyczne, aby przeciwdziałać takim napięciom. W świecie, gdzie globalizacja nadal jest siłą napędową, wątpliwości te wydają się szczególnie palące i wymagają wspólnej refleksji nad przyszłością międzynarodowego handlu oraz integralności gospodarczej.
